Pochodzę z Krakowa, gdzie zakochałem się w fotografii i spędziłem pierwsze dwadzieścia kilka lat życia. Potem moim wyborem stała się już trwale Warszawa. Tymczasem miastem gdzie na serio zacząłem pracować jako samodzielny fotograf ślubny był Radom. To była raczej kwestia przypadku – bo znajomi prosili, bo w połowie drogi między Krakowem i Warszawą, bo komuś się spodobało i mnie polecił.

I tak jakoś wyszło, że pierwsze kilkanaście ślubów to były uroczystości radomskie. Zawsze chętnie tam wracam bo znam prawie wszystkie kościoły; i chociaż zawsze biegle trafiam do drogowskazów z napisem Kraków lub Warszawa, to nie wiedziałbym co powiedzieć gdyby ktoś mnie zapytał gdzie można kupić masło lub chleb.

I to był właśnie jeden z takich razów, kiedy chętnie wróciłem do Radomia w piękny czerwcowy dzień. Może nawet zbyt piękny bo bujnie rozkwitająca przyroda sprawiła, że  sporo osób zdradzało objawy alergii przeradzającej się tu i ówdzie w lekkie przeziębienie.

Ceremonia odbyła się w Kościele Św. Rafała Kalinowskiego.